29.2.12

Karampuki, Dardanelki, meloniki, cylinderki - dziś po raz 20 świętuje urodziny prof. Janusz Stanny!

Profesor Janusz Stanny – godny następca Jana Marcina Szancera, przez wiele lat prowadzący Pracownię Projektowania Książki na warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych, to małomówny niedźwiedź, obdarzony wielkim poczuciem humoru. Jako profesor - srogi, swoją dowcipną naturę ujawnił w ilustracjach i książkach autorskich. Wydane w latach 60-tych Baśń o królu Dardanelu, Koń i kot i O malarzu rudym jak cegła to bezpretensjonalne, rymowane żarty, będące od początku do końca dziełem profesora – sam je napisał, sam zakomponował, sam zilustrował wreszcie. Oparte na zabawnej anegdocie, są inteligentną grą słowa i obrazka. Książki te to najbardziej wiarygodny dowód kompetencji profesora – wszystko, co wpajał swoim studentom, zawarł w tych urodziwych tomach. A więc – rozumne projektowanie książki - wszystkich jej elementów - tak, aby uczynić literacki przekaz czytelnym i klarownym. Dalej – swawolna, śmiała kreska, mająca świeżość i energię. Dalej – dowcip, zabawa z czytelnikiem, inteligentna kontynuacja w rysunku żartów literackich. Na koniec – piękne kontrastowanie bieli i ilustracji, odwaga w operowaniu niezadrukowanymi partiami rozkładówki.


Powstały książki kultowe, namacalne przykłady rangi Polskiej Szkoły Ilustracji lat 60-tych. Powstały… i zniknęły, jako że książki dla dzieci żyją tak krótko, jak dzieciństwo jednej generacji. Nakłady zostały wyczerpane, ale niewielkie grono entuzjastów nadal hołubiło trzy piękne książki Janusza Stannego, odwołując się do nich, ilekroć mowa była o rodzimych mistrzach ilustracji. Wreszcie – zjawił się młody wydawca, gotów przywołać po latach Dardanela i Malarza w perfekcyjnym reprincie, z użyciem nowoczesnych technik poligraficznych. Dzięki staranności oficyny Wy-twórnia książki profesora pojawiły się w twardej oprawie, na śnieżnobiałym papierze – daleko lepszej jakości niż przed blisko czterdziestoma laty, ale z tym samym - wiecznie zielonym - wdziękiem mistrza Stannego. O tym, że prawdziwy kunszt ilustratorski skutecznie opiera się upływowi czasu, niech świadczy fakt, że prawa do obu książek zostały natychmiast zakupione przez, bardzo wybrednych, wydawców francuskich. Tak to malutka, polska oficyna przyczyniła się do efektownego comeback’u mistrzowskiej ilustracji. Równocześnie inni wydawcy przypomnieli sobie o, przedwcześnie zapomnianych, wspaniałych książkach naszego dzieciństwa. Ponownie sięgnięto po ilustracje Bohdana Butenki i Mirosława Pokory, Józef Wilkoń powrócił z emigracji – po latach pracy dla rynku zachodnioeuropejskiego i japońskiego, znowu zaczął ilustrować w kraju. Oddano sprawiedliwość książce artystycznej, na okres jednej dekady zepchniętej do lamusa przez agresywny kicz komercyjny. Tak więc choroba złego smaku mija, obok pięknych wznowień pojawiają się książki młodej generacji ilustratorów – z profesorem Stannym łączy ich entuzjazm dla pięknej książki i - młodziutki jeszcze, ale obiecujący – profesjonalizm. Mała Wy-twórnia wygrzebała kapitalną Baśń o królu Dardanelu – autorskie dzieło profesora Janusza Stannego – i, poddawszy ilustracje starannej komputerowej obróbce, wydała pięknie po 34 latach (!). Zaraz potem książka zdobyła nagrodę Komitetu Ochrony Praw Dziecka, a wydawca - wyróżnienie w konkursie Donga. Nie koniec na tym – podczas Światowych Targów w Bolonii Dardanel został migiem kupiony przez wydawców francuskich, koreańskich i brazylijskich. Bo ilustracje Stannego jak były nowoczesne przed trzema dekadami, tak i są en voque nadal – wyrafinowana prostota nigdy się nie starzeje. Prostota była siłą polskiej grafiki w latach 60, 70-tych – i, jakkolwiek wzięła się z poligraficznej mizerii, talent twórców nadał jej sens i rangę. Dziś ta powściągliwa, elegancka prostota znów tryumfuje – bo w międzyczasie napatrzyliśmy się do syta na wulgarną pstrokaciznę i obfitość nam spowszedniała.



Wydawcy nie w ciemię bici – wygrzebali z lamusa te książki, które bez ryzyka porażki da się zreprodukować nie gorzej niż z (nieistniejących już) oryginałów. A więc opatrzone czarno-białymi ilustracjami, najlepsze, wiecznie zielone.

Joanna Olech



Tym samym – tu i teraz, kłaniając się w pas, dziękujemy Mistrzowi Stannemu za to, że wpuścił nas do swojego świata i życzymy mu niewysychających źródeł inspiracji. Jeśli chcecie dopisać swoje życzenia dla Profesora – śmiało! Na pewno zostaną przekazane Jubilatowi.


24.2.12

Wznowienie - Śniadanie króla


16. tom w serii Mistrzowie Ilustracji to pełna humoru historia poszukiwań królewskiego przysmaku w zabawnie zilustrowanym wierszu niezrównanego A.A. Milne'a.

Co król jada na śniadanie? Przepiórcze jaja? Trufle? A może konfitury z płatków róży? Dowcipny wiersz A.A. Milne'a ujawnia zaskakującą prawdę... Brawurowy, pełen werwy przekład Antoniego Marianowicza i komiczne ilustracje Eryka Lipińskiego rozbawią wszystkich - i małych, i dużych.

Tytuł: Śniadanie króla
Tekst: Alan Alexander Milne
Tłumaczenie: Antoni Marianowicz
Ilustracje: Eryk Lipiński
Kategoria: dla dzieci od lat 4
Wydawnictwo: Dwie siostry
Rok wydania: 2012
Seria: Mistrzowie ilustracji

22.2.12

Nowość - Wawel. Zamek Tajemnic


Wawel. Zamek Tajemnic to pierwsza książka dla dzieci, która ukazuje się na Wawelu. Nie jest to przewodnik po ekspozycjach, lecz bajkowa opowieść o bohaterach zamieszkujących wawelski zamek, a dokładniej rzecz ujmując – jedną z wystaw. Bohaterów, rodem ze Wschodu, jest całkiem sporo, są różni, mają kolorowe pióra, rogi, dzioby i potrafią tyle, na ile pozwala nam wyobraźnia. Pewne zdarzenie powoduje, że ruszają na wyprawę w nieznane – do komnat królewskich. Co ich tam czeka? Niewątpliwie ciekawe przygody i intrygujące znajomości. Bajkowa fabuła dyskretnie odsłania przed młodym czytelnikiem kulturę i sztukę Wschodu pokazując jej różnorodność i barwność. Świat Wschodu i Zachodu przeplata się w wędrówkach po zamkowych salach. Książkę współtworzą piękne i wysmakowane ilustracje autorstwa Elżbiety Wasiuczyńskiej.



Tytuł: Wawel. Zamek Tajemnic
Autor: Magdalena Skrabska
Ilustracje: Elżbieta Wasiuczyńska
Kategoria: dla dzieci od lat 6
Wydawnictwo: Zamek Królewski na Wawelu
Rok wydania: 2012

20.2.12

Bologna Ragazzi Award 2012 - Marta Ignerska nagrodzona


Książka Wszystko gra Anny Czerwińskiej-Rydel i Marty Ignerskiej zdobyła Bologna Ragazzi Award 2012 w kategorii Non Fiction. Gratulujemy!

Uzasadnienie jury >> This book presents us with an authentically different graphic tradition from our own, marking a break no less powerful than the Gutenberg revolution. The illustrations do not hail from just one genealogy; they have not been created with reference to just one artistic school or tradition. Elements from ancient styles, snippets of the most recent visual expressionism, and passing references to a wealth of authors, eras, hybrid styles and traditions have been harness with consummate skill to put sound and rhythm into graphic form. Everything is bound together by a unifying element: a lightness of touch, that ineffable and disquieting lightness of touch so dear to Italo Calvino. The numerous references ironically left as clues on the pages beg to be studied and classified. However, the sheer novelty of this book defies all critical assault. The graphic narrative often reveals a playful freshness that is difficult to place. Refined yet joyously carnivalesque, its world is a children’s playground. <<

Resztę nagrodzonych tytułów znajdziecie >> tu


18.2.12

Konkurs na ilustrację - Nie ma dzieci, są ludzie


Więcej >> tu.

Nowość - Wyliczanki z pustej szklanki


Dobra zabawa nie może obejść się bez wyliczanek! Do takiej właśnie zabawy zaprasza nas ta książka. Znajdziemy tu kilkadziesiąt nowych, arcyśmiesznych rytmicznych dziecięcych rymowanek, pełnych absurdalnego humoru prostych wierszyków, które łatwo wpadają w ucho i od razu zostają w głowie. Wymyśliła je znakomita poetka i mistrzyni języka polskiego, Małgorzata Strzałkowska. Przydadzą się w przedszkolu i w szkole, na podwórku, na wycieczce, na biwaku, kiedy trzeba rozpocząć grę, wskazać, kto pierwszy, a kto ostatni, wybrać coś lub kogoś. Służą do losowania podobnie jak orzeł czy reszka. To także prawdziwa gratka dla dzieci i dorosłych lubiących wierszyki łamiące języki, słowne żarty i inne zabawy językowe tej Autorki – z fantazją odmalowane w książce przez Kacpra Dudka.

Tytuł: Wyliczanki z pustej szklanki
Autor: Małgorzata Strzałkowska
Ilustracje: Kacper Dudek
Kategoria: dla dzieci od lat 4
Wydawnictwo: Bajka
Rok wydania: 2012

9.2.12

PAMPILIO wyróżniony w konkursie Best Book Design From All Over the World 2012

Wydany przez wydawnictwo Wytwórnia Pampilio Ireny Tuwim w opracowaniu graficznym Moniki Hanulak otrzymał Wyróżnienie Honorowe w konkursie Best Book Design From All Over the World 2012 organizowanym przez Stiftung Buchkunst/Book Art Foundation we Frankfurcie.


W konkursie brało udział 540 książek z 31 krajów. Wręczenie nagród odbędzie się 16 marca 2012 w czasie targów książki w Lipsku.

Nagrodzone książki będą prezentowane na targach w Lipsku, a następnie we Frankfurcie.

3.2.12

49. Targi Książki Dziecięcej w Bolonii - z Magdą Kłos-Podsiadło jurorką konkursu ilustratorskiego w Bolonii rozmawia Joanna Olech

- Jesteś tegoroczną jurorką bardzo prestiżowego konkursu ilustratorskiego, jaki towarzyszy Targom Książki dla Dzieci w Bolonii. Targi te organizowane są od pół wieku, a zaledwie po raz drugi w konkursie pojawił się juror z Polski (poprzednio był to profesor Maciej Buszewicz w ASP w Warszawie).
- Organizatorzy co roku powołują nowy skład jury. Zapraszają piątkę specjalistów z różnych krajów. Wszyscy jurorzy są związani zawodowo z książką dla dzieci, aczkolwiek nie wszyscy są grafikami. W tym roku w jury byli: Arai Ryosi uznany ilustrator z Japonii, Chiara Carrer ilustratorka z Włoch (wykłada na Akademii Sztuk Pięknych w Rzymie), Elizabeth Wood dyrektor kreatywny wydawnictwa Walker Books z Anglii i Anne-Laure Cognet z francuskiej Biblioteki Narodowej. I ja, wydawczyni z Polski. Czułam się ogromnie wyróżniona, że mogę z takimi ludźmi pracować.

Przez czterema laty wydana przeze mnie książka Tuwim. Wiersze dla dzieci, otrzymała Grand Prix targów - nagrodę Bologna Ragazzi Award w kategorii poezja. Przy tej okazji poznałam organizatorki bolońskich targów i konkursu, miałyśmy wielokrotnie okazję porozmawiać. Jesienią 2011 zaproszono mnie do jury. Obradowaliśmy w styczniu, a nagrodzone ilustracje można będzie zobaczyć na wystawie towarzyszącej Targom, które jak zawsze odbywają się wiosną (w tym roku 19-24 marca).

- Gdzie odbywają się obrady?
- Wszystko ma miejsce terenie targów. Wydawało by się, że nic mnie nie powinno tu zaskoczyć, bo przyjeżdżam do Bolonii każdego roku, od kiedy zajęłam się wydawaniem książek. Trzeba wiedzieć, że to jest ogromna impreza - w ciągu kilku dni przetaczają się przez nią tłumy wydawców książek dla dzieci z całego świata. Tymczasem w styczniu te ogromne pawilony są puste. Obrady odbywały się w hali nr 16. Wchodzimy... a przed nami wnętrze o rozmiarach pół boiska, zastawione długimi szeregami stołów, na których leżą tysiące ilustracji. Dosłownie TYSIĄCE - do tegorocznego konkursu zgłosiło się 2.685 grafików, a każdy z nich nadsyła pięć prac. Więc nogi się pod nami ugięły. Wszyscy jurorzy wyjmują komórki i fotografują, filmują... Całe hektary ilustracji. A my mamy zaledwie trzy dni na dokonanie wyboru.



- Targi bolońskie znane są z DWÓCH konkursów...
- Tak. Pierwszy to konkurs edytorski - Bologna Ragazzi Award - nagradza się w nim piękne książki. W drugim konkursie wyróżnia się ILUSTRACJE i to w nim jurorowałam. Prace może wysłać KAŻDY - pięć ilustracji, które tworzą jakąś historię. Do konkursu dopuszcza się prace zarówno opublikowane, jak i nie. To dobra zasada, bo daje szansę także debiutantom i studentom. W konkursie biorą udział ilustracje bardzo znanych artystów i zupełnie raczkujących grafików. Konkurs ma dwie kategorie: fiction i non-fiction. Ta druga kategoria jest w zdecydowanej mniejszości i są to ilustracje poglądowe: dydaktyczne, edukacyjne, słownikowe, infografika.

Nagrodą jest udział w wystawie - spośród blisko 3.000 artystów swoje prace ma okazję zaprezentować mniej więcej 80 osób. Trzeba uświadomić sobie, jaką rangę ma ten wybór - na targach są obecni wszyscy wydawcy z branży, z całego świata. Kto zostanie dostrzeżony w Bolonii, ten ma dużą szansę na współpracę. Dopuszczone do wystawy ilustracje publikowane są w okazałym, dobrej jakości katalogu, opatrzonym wizytówką każdego ilustratora. To takie ilustratorskie biuro pośrednictwa pracy, a także punkt odniesienia dla ilustratorów z całego świata. Każdego roku okładkę katalogu zamawia się u jakiejś ilustratorskiej gwiazdy. W tym roku będzie to Koreanka Eun-young Cho, zwyciężczyni bratysławskiego konkursu BIB.

- Targi się kończą, a wystawa jedzie dalej?
- Wystawa leci potem do Japonii, gdzie prezentowana jest w kilku dużych miastach. Wędruje aż do końca czerwca. Podczas obrad jury obecni są kuratorzy Itabashi Art Muzeum z Tokio. To oni koordynują później wędrówkę wystawy po Japonii. Obserwują naszą pracę i przysłuchują się dyskusji jurorów. Ponadto - co ważne - obradom przyglądają się członkowie SM Foundation z Madrytu, , która od 2009 roku wybiera spośród finalistów jedną młodą osobę (do 35 roku życia) i przyznaje jej nagrodę w wysokości 30 tysięcy dolarów plus gwarantuje publikację książki. Zwycięzca ogłoszony zostanie z marcu, podczas targów. Myślę, że to może być jedna z największych finansowych nagród ilustratorskich.



- Jak zorganizowane są obrady? To zapewne nie jest proste przy takiej ilości prac.
- Konkurs istnieje od lat 60. i pewnie dzięki temu rządzi się dobrymi procedurami. Każdy ilustrator ma swoją metryczkę dołączoną do prac, na której figuruje nazwisko i kraj pochodzenia, a także opis prac. Przeważają Włosi (co zrozumiałe, ponad 1.000 zgłoszeń), Japończycy (494) Francuzi (152), Hiszpanie (151), Niemcy (149) i Korea (135). Polaków była raptem dziewiątka , z czego do wystawy zakwalifikował się jeden - Paweł Pawlak z Wrocławia. Prace są sekcjami, np. niektóre szkoły artystyczne przysyłają ilustracje zbiorczo, w pakiecie. Niekiedy kraje organizują wysyłkę za pośrednictwem swoich instytucji kultury – tak jest w przypadku Iranu (45 zgłoszeń) (nota bene Iran jest bardzo liczącym się rynkiem ilustratorskim). Czasami ilustracje na konkurs wysyła sam wydawca, aby zwrócić uwagę bolońskiej publiczności na wydaną przez siebie książkę.

- Czy organizatorzy dokonują wstępnej selekcji?
- Tak. Te prace, które uznane były za zbyt słabe stanowiły osobną grupę. Ale byliśmy zachęcani, aby i tam zajrzeć i ewentualnie dopuścić je do rywalizacji. Tak też się stało - dwóch ilustratorów wyłowiliśmy spośród odrzuconych. Inna sprawa, że potem nie weszli do finału. Organizatorzy konkursu w żaden sposób nie wpływają na nasz werdykt, są bardzo neutralni i robią wszystko, by nasza praca była efektywna i przyjemna.

- Jak wyglądały te trzy dni jurorowania?
- Pierwszy dzień upłynął nam oglądaniu ilustracji, aby wyrobić sobie ogólny pogląd o ich poziomie i charakterze. Cały dzień przyglądaliśmy się pracom - na razie osobno. Szybko okazało się, że nie mamy do czynienia z kilkunastoma tysiącami arcydzieł. Obok ilustracji znakomitych, dużo było też na poły amatorskich. Niespodzianką było dla mnie, że, jakkolwiek my - jurorzy, spotkaliśmy się po raz pierwszy w życiu, to dość szybko osiągnęliśmy porozumienie. Drugiego dnia jeszcze raz oglądaliśmy wszystkie prace, ale już razem i to był czas wymiany opinii, komentarzy. To, co zdecydowanie odrzucała cała nasza piątka - było zakrywane. A to, co się podobało choćby jednej osobie - pozostawiane do rozważenia. Dość szybko nabieraliśmy wprawy. Tak nam minął drugi dzień. Trzeciego dnia należało dokonać ostatecznego wyboru. Byliśmy zdziwieni, bo okazało się, że nie mamy zbyt wiele tych wybranych prac. Trzon stanowiło 40-50 nazwisk absolutnych pewniaków. Niemniej co do pozostałych nie było jednomyślnej zgody. I o te nazwiska trzeba było zawalczyć, przekonać pozostałych jurorów, że są obiecujące - promissing. Kilku ilustratorów w ten sposób wybroniłam. Miałam przyjemne poczucie, że jestem uważnie słuchana, i że wszyscy jurorzy byli otwarci na argumenty. W sumie wybraliśmy 72 artystów. To ciut mniej niż zwykle. Wygląda na to, że byliśmy dość surowi.

- Czy na konkurs przysyłane są oryginały prac?
- Tak, ale nie tylko, także wydruki. Czasami oryginały fragmentów ilustracji, które potem montowane były w komputerze - wówczas oryginałom towarzyszył finalny wydruk. Na wystawie pokazywane jest, w takim wypadku, jedno i drugie - surogat i efekt końcowy. Jeszcze jeden wymóg regulaminowy - ilustracje pokazuje się BEZ towarzyszącego im w książce tekstu, bez layout’u. I tu dygresja - niektórzy ilustratorzy przegrywali poniekąd na własne życzenie, z powodu marnej jakości wydruków. W sąsiedztwie odbitek starannych, na dobrym papierze, te malutkie świstki wyglądały bardzo skromnie. Wszystkie prace są odsyłane. Można też przyjechać na Targi (warto!) i odebrać ilustracje osobiście.



- Czy w konkursie widać jakąś dominującą tendencję?
- Oczywiście trudno nie zauważyć przewagi Francuzów, Japończyków, Włochów... Tyle tylko, że nadreprezentacja tych, a nie innych narodowości jest konsekwencją rangi, jaką ilustracja książkowa cieszy się w tych krajach. Mówi się, że istnieje coś takiego jak Bologna style. Japoński juror powiedział coś, co mnie zaintrygowało: on uczestniczy w jury także po to, żeby przełamać ten rozpoznawalny styl, wybierać coś innego. I tak robił . Przekonywał nas, że konkurs, nagradzający w sposób przewidywalny, wedle jakiegoś domyślnego klucza, obumiera, traci impet. Ja z kolei obiecałam sobie, że zmotywuję polskich ilustratorów do wysyłania prac w latach przyszłych, aby zaistnieli w Bolonii bardziej niż do tej pory. I aby przełamali tę niepisaną dominację wiecznych liderów. Jestem przekonana, że więcej prac z tej części Europy wniesie do konkursu świeżość i odpowiednie proporcje. Mam już zaplanowane otwarte spotkania w Krakowie i Katowicach, podczas których będę dzielić się swoją wiedzą na temat konkursu i zachęcać.

- Jakiego rodzaju rozterki ma juror wobec takiej ilości prac?
- Pierwszy wybór jest czysto emocjonalny, bo w końcu chodzi o oto, żeby ilustracje wzbudziły emocje, dreszcz. Potem przychodzi refleksja. Jasne, że musiałam przywoływać się do porządku i nie wybierać tylko tych ilustratorów, których sama chętnie widziałabym w moim wydawnictwie. Oceniając innych oceniamy także nasze gusta i nawyki, zmagamy się z nimi. To bardzo cenne dla mnie doświadczenie.
Po zakończeniu obrad uzgodniliśmy wspólną opinię jury, która znajdzie się w katalogu, ale także nasze oddzielne, prywatne refleksje z jurorowania. Ponadto podczas trwania Targów, na forum Illustrator’s Cafe organizowane jest otwarte spotkanie z jurorami, na którym uzasadniamy nasz wybór, a każdy z nas będzie miał okazję opowiedzieć o pięciu wybranych ilustracjach. Ja wybrałam m.in. te, o które walczyłam: ilustracje Katie Oberwelland, Mihttp://www.blogger.com/img/blank.gifka Inoto , ale też - Pawła Pawlaka. Po prezentacji ma się odbyć godzinna debata – już się cieszę na takie wyzwanie. Sama oglądając ilustracje na wystawie w poprzednich latach, dziwiłam się niektórym wyborom. W tym roku jestem po części za nie odpowiedzialna.


Rozmawiała Joanna Olech


Magda Kłos-Podsiadło
wydawczyni - Wytwórnia
jurorka konkursu ilustratorskiego w Bolonii

A >> tutaj << rozmowa Marty Lipczyńskiej (Ryms) z Magdą Kłos-Podsiadło.